Psychoterapia, Socjoterapia
Emanuel Berman
Związek między Klein i Winnicottem a debata dotycząca rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej.
http://www.psychodynamika.pl/Emanuel Berman
Przestrzeń przejściowa załamuje się, kiedy wewnętrzna lub zewnętrzna rzeczywistość zaczyna dominować, tak jak rozmowa ustaje, jeśli jeden z rozmówców przejmuje kontrolę (Philips, 1988, str.119)
Drodzy Przyjaciele,
Cieszę się, że mogę Was tu dzisiaj spotkać. Jestem wdzięczny organizatorom konferencji za zaproszenie mnie. Proszę, wybaczcie mi moje trudności w posługiwaniu się językiem polskim – opuściłem Warszawę kiedy miałem cztery lata.
Będę dzisiaj mówił o kilku aspektach życia i pracy dwóch psychoanalityków: Klein i Winnicotta. Omówienie relacji pomiędzy nimi i toczonej przez nich dyskusji posłuży mi za punkt wyjścia do zgłębiania ważnego dylematu: miejsca, jakie rzeczywistość wewnętrzna i zewnętrzna zajmuje w analizie, a w konsekwencji także w procesie szkolenia. Prace współczesnych kleinistów, w których bagatelizuje się realny wpływ analityka, pomogą mi zademonstrować doniosłość tych kwestii. Jednakże, z powodu ograniczeń czasowych nie przeczytam dzisiaj tej ostatniej części. Znajduje się ona w pełnej wersji mojego wystąpienia, które będą Państwo mogli otrzymać drogą mailową.
Można odnaleźć powiązania pomiędzy parą Klein-Winnicott i inną parą, którą interesowałem się wcześniej (Berman, 1998, 2004a): parą Freud i Ferenczi. Ferenczi był pierwszym analitykiem Klein i jej pierwszym mentorem. Jednakże Klein rzadko wyrażała swoje uznanie dla niego i okazywała więcej lojalności w stosunku do Freuda i Abrahama (jej drugiego analityka) niż do Ferencziego. Niewiele wiemy o tej pierwszej analizie. Grosskurth (1986, str.73) sugeruje, że „jej opór był taki silny, że (Ferenczi) nie był w stanie przeniknąć przez jej zaciekłe obrony”. Wpływ Ferencziego na Klein badany jest przez Stantona (1991), który przeciwstawia wiarę Ferencziego w siłę regeneracyjnych tendencji z poglądowi Klein, że reparacja trwa całe życie i nie może zapewnić stałego pozostawania w ‘pozycji depresyjnej’. Oboje narzekali na te same braki w swoich analizach, a konkretnie na pomijanie negatywnego przeniesienia przez ich analityków (Ferenczi skarżył się na Freuda, Klein na Ferencziego); czy było to punktem wyiścia dla ich wspólnego zainteresowania popędami destrukcyjnymi – i dla ich rozbieżnych poglądów w tej sprawie?
KLEIN I WINNICOTT
Klein i Winnicott, dokładnie tak jak wcześniej Freud i Ferenczi (Berman, 2004a), utrzymywali skomplikowaną relację trwającą ćwierć wieku. Zaczęła się ona, gdy pierwszy analityk Winnicotta, James Strachey, skierował go do Klein na superwizję w 1935 roku (Winnicott, 1962a), a zakończyła wraz ze śmiercią Klein w 1960 roku. Nie posiadamy ich pełnej korespondencji, ale z ich zapisków, listów (Rodman, 1987) i z biografii Klein autorstwa Grosskurth (1986) wyłania się znajomy obraz. Ponownie stało się tak, że starszy z partnerów inspirująco wpływał na młodszego, a także cenił go i momentami był skłonny się od niego uczyć, ale później – kiedy młodszy partner stał się zbyt niezależny – rozgniwał się na niego i nie był w stanie docenić jego oryginalnych pomysłów.
Tak więc, Klein początkowo była bardzo szczęśliwa, gdy Winnicott, dzięki swojej szerokiej praktyce pediatrycznej, mógł potwierdzić niektóre z jej pomysłów, polegała na jego pomocy, kiedy nie mogła wrócić w czasie wojny do Londynu, i z zadowoleniem przyjęła jego poparcie podczas „polemicznych dyskusji” między jej grupą i grupą Anny Freud. Zastanawiam się jednak, czy Klein dostrzegła wszystkie implikacje krótkiego, lecz pełnego pasji, przyczynku Winnicotta do tych dyskusji wyrażonego 11 marca 1942 roku.
Przemówienie Winnicotta nastąpiło po przemówieniu Waltera Schmideberga, zięcia Klein, który porównał Klein do Junga (jako kogoś kto odwrócił się od Freuda), a nawet do Szalonego Kapelusznika z Alicji w Krainie Czarów.
Winnicott z kolei skupił się na prawdzie i lęku przed prawdą („pewien lęk przed prawdą jest nieunikniony”, King i Steiner, 1991, str.87), na ciągłych zmianach w poglądach samego Freuda i na swoim przekonaniu, że „kontynuacja jego pracy jest ciągłym sięganiem w nieznane po to, aby zdobyć więcej wiedzy i zrozumienia” (str.88). Podkreślał głównie potrzebę wolności poszukiwań, której, w jego odczuciu, nie tolerowali zwolennicy Anny Freud. Winnicott nie odnosił się konkretnie do zawartości prac Klein, ale mocno sprzeciwił się „ograniczaniu naszej pracy do nauki i do stosowania teorii analitycznej w skrystalizowanej formie, w jakimkolwiek punkcie jej rozwoju nie zostałaby ona osiągnięta” (King i Steiner, 1991, str.89).
Innymi słowy, chociaż jego wystąpienie było w tamtym okresie pro-Kleinowskie (Klein natychmiast wstała, by je poprzeć, podkreślając niebezpieczeństwo zatrzymania się z powodu strachu przed tym, że nowe hipotezy „mogą zaprzeczyć przyjętej teorii”; ibid, str.90), wyrażało ono również potrzebę Winnicotta wolności dla jego własnych badań; potrzebę, która później doprowadziła do oziębienia jego stosunków z Klein.
Własne poglądy Winnicotta można zauważyć już w innym krótkim komentarzu, jaki wypowiada w późniejszej dyskusji, pierwszego marca 1944 roku: „Doktor Winnicott sądził, że pierwszego płaczu dziecka nie można nazwać smutnym… uważa on, że jest tam jedynie relacja pomiędzy matką i dzieckiem, tak jak zostało to zawarte w tytule książki dr Middlemore’a Opiekuńcza Diada (The Nursing Couple)” (str.820)
Ciekawe jest spostrzeżenie, że w relacji Klein-Winnicott zawierało się wiele znaczących kwestii osobistych, tak jak w relacji pomiędzy Freudem i Ferenczim. W dyskusji między Freudem i Ferenczim dominowały wizje dotyczące tego, jak powinna wyglądać pożądana relacja miedzy kobietą i mężczyzną: czy namiętność powinna być zasadniczym kryterium? Pytanie o rodzicielstwo grało rolę drugorzędną: desperackie pragnienie Ferencziego by mieć dzieci, które zraziło go do starszej od niego Gizeli (która później została żoną Ferencziego), było interpretowane przez Freuda zaledwie jako obrona przed utajonym homoseksualizmem. Podczas gdy Freud analizował Elmę (w której Ferenczi był wówczas zakochany) i nie lubił jej, Klein analizowała Clare, drugą żonę Winnicotta (będącą wówczas w trakcie szkolenia analitycznego), która z kolei wydawała się nie lubić Klein (Grosskurth, 1986, str.450-453). Winnicott musiał pośredniczyć pomiędzy nimi po tym, jak Clare wybiegła z gabinetu Melanie i odmówiła powrotu, co nastąpiło po 25-minutowej interpretacji snu Clare (wykrzyknęła ona: „jak śmiesz zabierać mój sen i podawać mi go w taki sposób?”). Winnicott, jak zwykle dbając o wrażliwość analizanta, martwił się, doradzając żonie: „Jeśli przerwiesz, ona nigdy nie pozwoli ci zdobyć kwalifikacji” (str.452). To jednak wydarzyło się nieco później, gdy już nastąpiło pierwsze starcie pomiędzy Klein i Winnicottem dotyczące natury rodzicielstwa.
Chociaż Winnicott – jak i Ferenczi – był bezdzietny (nie wiemy do końca dlaczego, ale może to być związane z chwiejną kondycją psychiczną pierwszej żony Winnicotta, Alice Taylor), rozwinął niezwykłą wrażliwość na niuanse pozycji rodzicielskiej i w tym obszarze on i Klein mieli odmienne poglądy. „Mam taki problem, kiedy zaczynam rozmawiać z Melanie o jej opiniach na temat wczesnego niemowlęctwa – pisał do Riviere – że czuję się jakbym mówił o kolorach do daltonisty. Ona po prostu stwierdza, że nie zapomniała o matce i o jej roli, ale w rzeczywistości według mnie nie wykazuje zrozumienia dla roli, jaką odgrywa matka na samym początku.” (Rodman, 1987, str.96)*
Matka Klein, Libussa Reizes, zgodnie z badaniami Grosskurth (1986), jawi się jako matka bardzo dominująca, intruzyjna i opresyjna; a jednak Melania opisywała ją w pochlebnych słowach (ibid, str.459) i być może pomniejszenie roli rzeczywistej matki w jej teorii miało usprawiedliwić i zwolnić z odpowiedzialności jej matkę (a także ją w stosunku do jej własnych dzieci, do czego dojdziemy za chwilę). Raz powiedziała do Clare Winnicott: „Na nic nie zda się rozmawianie o twojej matce… Teraz już nic nie możemy w związku z tym zrobić” (str.451).
Klein miała troje dzieci, a jej depresje poporodowe odegrały znaczącą rolę w poszukiwaniu przez nią analizy. Kiedy została analitykiem, nalegała na analizowanie własnych dzieci, nie widząc w tym żadnego problemu* i zaprezentowała te analizy, w zamaskowanej formie, w swojej wczesnej pracy: Erich/Eric stał się „Fritzem”, Hans (który później zmarł w okolicznościach wzbudzających podejrzenia o samobójstwo) został „Felix’em”, a Melitta (w późniejszym okresie wróg Klein na płaszczyźnie teoretycznej i osobistej) została zaprezentowana jako „Lisa” (Grosskurth, 1986, str.95-96). Czytanie dzisiaj tych studiów przypadków wzbudza niepokój.
Klein wydaje się całkowicie nieświadoma możliwego wpływu swojej osoby jako wyjątkowego, przytłaczającego „połączonego matczyno/analitycznego obiektu” (Palgi-Hecker, 2003). Omawia zaabsorbowanie „Fritza” analizą („próbuje zrobić z analizy życiowe zajęcie”; Klein, 1921, str.50) i rozwijanie sie u niego „wyraźniej niechęci do zabawy… (utratę) pragnienia towarzystwa innych dzieci… oznaki znudzenia w towarzystwie matki… niechęć do słuchania opowiadanych przez nią historii” (str.28-29) bez jakiejkolwiek świadomości, że może to być odpowiedź na jej intruzyjność, na sposób, w jaki używała jego zabawy i ich komunikacji werbalnej. Zamiast empatycznego rozumienia Klein dąży do ścisłego rozdziału pomiędzy ‘analizą’ i życiem (zapominając, że to ona sama je pomieszała) i wymaga dyscypliny: „Stanowczo odwodziłam go od prób wyładowywania w jakikolwiek inny sposób jego odkrytej przez analizę agresywności wobec rodziców i mnie, i wymagałam zwyczajowych standardów zachowania… bardzo szybko chłopiec je zaaprobował” (str.50-51)
Podczas analizowania fobii szkolnej „Fritza” podkreśla ona falliczne znaczenie drzew w drodze do szkoły, jego lęku przed tym, że te drzewa zostaną ścięte i jego fantazji o wiedźmie, jaką spotka po drodze do szkoły (Klein, 1923, str.94-95). Nigdy nie wspomina, że Erich był niechcianym dzieckiem, nie odnosi się do swojej depresji w czasie ciąży, śmierci jego babci, kiedy chłopiec był niemowlęciem, powołaniu jego ojca do wojska, gdy miał trzy lata, separacji rodziców gdy miał pięć lat i następującej po tym emigracji do Berlina i antysemityzmu, którego tam doświadczył.
Klein wydaje się być również ślepa na to, jaki wpływ ma to że zmusiła „Felixa” by zrezygnował z przywiązania do innego chłopca i starszej dziewczynki, których widziała jako zagrożenie dla analizy (i najwidoczniej dla jej wyłącznej roli jako dominującego matczyno/analitycznego obiektu): „Przeniesienie okazało się być wystarczająco silne, bym mogła narzucić czasową przerwę w tej relacji… Taki wybór obiektu miał na celu ucieczkę od fantazji i pragnień kierowanych do mnie…” (Klein, 1925, str.115)
Takie było tło prośby, jaką Klein wystosowała do Winnicotta w latach 30-tych, by podjął się analizy jej syna Erica pod jej superwizją. Winnicott uparcie odmawiał, dopóki nie zrezygnowała z pomysłu własnej superwizji.* Wydaje się, że Klein, z pomocą jednostronnego podkreślania aspektów intrapsychicznych, przeoczyła dynamikę interpersonalną i zaprzeczyła destrukcyjnemu wpływowi rodzica/analityka lub rodzica/superwizora; podczas gdy Winnicott, głęboko zainteresowany wpływem rzeczywistego rodzicielstwa, był boleśnie świadomy niebezpieczeństw intruzyjnej postawy dla rozwoju dziecka – i dla jego własnego rozwoju jako niezależnego analityka. Ciągła tendencja Klein, by pomniejszyć znaczenie wpływu rzeczywistej osobowości matki na jej dziecko, i rzeczywistej osobowości analityka na analizanta, może być również związana z jej potrzebą uniknięcia destruktywnych implikacji jej ‘grzechu pierwotnego’ wobec jej dzieci, w stosunku do których zgrzeszyła zarówno jako matka, jak i jako analityk. Możemy spostrzec, że zarówno Ferenczi, jak i Winnicott zostali uwrażliwieni na nadużywanie władzy związanej z wykonywanym zawodem poprzez ich osobiste interakcje z Freudem i z Klein; oczywiście, jest to znaczące zagadnienie w procesie szkolenia, do którego wrócę później.
Kiedy Winnicott poprosił Klein by została jego drugim analitykiem, ta odmówiła; Segal (2001, str.404) sugeruje, że powodem tego było pragnienie Klein, by Winnicott analizował jej syna, Erica, i że Winnicott poczuł się bardzo odrzucony. Klein odesłała go do swojej uczennicy Joan Riviere. Segal, która rozmawiała o tym z Klein, twierdzi, że Klein zawsze czuła się winna z powodu tej odmowy i później zgodziła się przyjąć Clare do analizy „aby zadośćuczynić za wcześniejsze odrzucenie [Winnicotta]”. Jednak jeden z powodów, dla których Klein wyznała Segal swoje poczucie winy, dowodzi ciągłego odrzucania przez nią Winnicotta i jej protekcjonalnego stosuneku do niego: Klein w widoczny sposób spostrzegała swoją odmowę jako przyczynę późniejszego odrzucenia przez Winnicotta jej pracy i w związku z tym czuła się winna, ponieważ „jego działania były znacznym zagrożeniem dla rozwoju analizy w Anglii”!
Wiele z głównych wątków relacji Klein-Winnicott pojawia się ponownie w poruszającym liście Winnicotta do Klein z 17 listopada 1952 roku (Rodman, 1987). Winnicott wyraża tam swoje rozczarowanie jej brakiem reakcji na jego własną pracę: „Jest to akt twórczy i nie mogę nawiązać żadnej relacji poprzez ten akt, jeśli ktoś nie wyjdzie mi naprzeciw” (str.34). Co więcej, wyraża on obawę, że „niektórzy z pacjentów przechodzących analizę u ‘entuzjastów kleinizmu’ tak naprawdę nie dostają w swojej analizie pozwolenia na wzrost czy twórczość” (str.37). W późniejszej części listu czyni gorzkie aluzje do tego, jak jego własna oryginalność została zinterpretowana przez Joan Riviere, jego drugiego analityka*.
Reakcja Riviere na Winnicotta została przez niego żartobliwie sparafrazowana w innym liście, do Padel: „Napisz książkę o środowisku, a zamienię cię w żabę!” (ibid, str.79). To doświadczenie mogło stanowić podłoże dla komentarza Winnicotta: „Badanie psychoanalityczne być może zawsze jest do pewnego stopnia usiłowaniem ze strony analityka, by posunąć swoją analizę dalej, niż zdołał to zrobić jego własny analityk” (Winnicott, 1947, str.196).
Winnicott niechętnie czytał Ferencziego, ale odkrył, że ukradł mu pewne idee (Goldman, 1993, str.5; wrócę później do jego zaniepokojenia kwestią oryginalności idei). A jednak wnioski Winnicotta z jego listu do Klein z 1952 roku są zdumiewającym echem niektórych z listów Ferencziego do Freuda, które w roku 1952 nie były jeszcze opublikowane: „Kwestia, którą omawiam, dotyka najgłębszych korzeni mojej osobistej trudności, w związku z tym to, co widzisz, zawsze może być odrzucone jako słabość Winnicotta, ale jeśli odrzucisz to w ten sposób, to możesz nie dostrzec czegoś, co na końcu okazuje się pozytywnym wkładem” (Rodman, 1987, str.37).
Pozwólcie że przejdę do tego, w jaki sposób rosnące kontrowersje między Klein i Winnicottem wyrażały się w ich teoriach. Wczesna praca psychoanalityczna Winnicotta jest głównie kleinowska (Aguayo, 2002). Dobrym przykładem jest jego pierwszy referat psychoanalityczny, przedstawiony w momencie przyjęcia go do Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, zatytułowany „Maniakalna obrona” (Winnicott, 1935), na który znaczący wpływ miała kleinowska koncepcja pozycji depresyjnej. Ale nawet w tym referacie możemy znaleźć oznaki oryginalnego, mniej patologizującego i bardziej egzystencjalnego punktu widzenia. „A co z życiem w takim mieście jak Londyn, z jego hałasem, który nigdy nie cichnie, i światłami, które nigdy nie gasną? Ilustruje [to], w jaki sposób rzeczywistość zewnętrzna dodaje otuchy w zmaganiu ze śmiercią wewnątrz, oraz [ilustruje] użycie obrony maniakalnej, która może być normalna” (str.131).
W 1940 Winnicott został uznany za analityka treningowego i zaliczony przez Klein do grona pięciu kleinowskich analityków treningowych (Kahr, 1996, str.71). Ale już wtedy „Klein miała z nim problemy, ponieważ nie oddawał jej swoich prac wystarczająco wcześnie, by ona lub grupa mogła je zweryfikować i popełnił wiele ‘gaf’”, jak pisała do Susan Isaacs (King i Steiner, 1991, str.xxiv). Dalsze pogarszanie się relacji między Klein i Winnicottem znalazło dramatyczny wyraz w jej zarzutach w stosunku do dwóch przełomowych referatów Winnicotta. Jednym z nich była „Nienawiść w przeciwprzeniesieniu” (Winnicott, 1947), gdzie relacja analityk-pacjent uznana została za żyzne pole intersubiektywnych badań, w przeciwieństwie do pomijania przez Klein własnego emocjonalnego świata analityka. (Klein błagała również Paulę Heimann, aby nie przynosiła swojego referatu na temat przeciwprzeniesienia [Heimann, 1950], upierając się, że przeciwprzeniesienie jest czymś, co przeszkadza w psychoanalizie [Grosskurth, 1986, str.378]). Winnicott omawia pacjentów, który potrzebują czegoś więcej niż tylko interpretacji, ponieważ „analityk musi być pierwszą osobą w życiu pacjenta, która dostarczy pewnych niezbędnych warunków środowiskowych” (str.198). Model rozwojowy przedstawiony w referacie również przeciwstawia się poglądom Klein: „Sugeruję, że matka nienawidzi dziecka, zanim dziecko znienawidzi matke” (str.200).
Inny artykuł, który nie podobał się Klein, to „Obiekty i zjawiska przejściowe” (Winnicott, 1951), gdzie doceniana jest kreatywność dziecka i badana jest zdolność matki do przyzwolenia na nią, w przeciwieństwie do przekonania Klein, że niemowlę jest wycofane i udręczone. Artykuł pierwotnie był opracowany dla specjalnego wydania International Journal of Psychoanalysis, uświetniającego siedemdziesiąte urodziny Klein. Jednakże „Klein chciała, by poprawił swój artykuł tak, aby w dobitniej wyrażał jej idee. [Winnicott] odmówił i z rękopisem pod pachą zasmucony wyszedł z pokoju” (Grosskurth, 1986, str.398). To wydarzenie stanowiło koniec uczestnictwa Winnicotta w grupie kleinistów.
Warto zauważyć, że pierwotna wersja artykułu z 1951 roku stosuje pewne terminy kleinowskie, kiedy mowa jest o „złu [podkreślenie moje] lub porażce” zewnętrznego obiektu, która „pośrednio powadzi do martwoty lub cech prześladowczych wewnętrznego obiektu” (Winnicott, 1951, str.237). W wersji z 1971 roku w książce „Zabawa i Rzeczywistość” sformułowanie zmieniło się na „porażkę [zewnętrznego obiektu] w [pełnieniu] pewnych istotnych funkcji” (Winnicott, 1971, str.11). To bardziej oględne sformułowanie rezygnuje z koncepcji ‘złych obiektów’.
Odrzucony przez Klein, Winnicott jest swobodniejszy w krytykowaniu dogmatycznego stylu grupy kleinistów. W 1952 skarży się Hannie Segal: „[Teoria Klein] rzadko jest dyskutowana, ponieważ jest przedstawiana w sposób agresywny, a później broniona w sposób, który określić można jedynie jako paranoidalny” (Rodman, 1987, str.26). Pisze do Money-Kyrle w 1954: „Myślę, że to co mnie zirytowało, to że delikatnie wyczułem w twojej postawie tą partyjną linię, na którą jestem alergiczny” (ibid, str.79). W 1956 sarkastycznie pisze do Riviere: „Jedyne, co może się wydarzyć, to że ci z nas, którzy chcą poprzeć Melanie, dostarczą, tak jak może to zrobić każdy, materiał kliniczny lub cytaty z Biblii potwierdzające jej zdanie” (ibid, str.95).
Kiedy Winnicott omawia zasługi Klein po jej śmierci (Winnicott, 1962a), zmienia ton i jest bardzo wielkoduszny. Ciepło wspomina ich wczesną współpracę, ale później nieco upraszcza sprawę stwierdzając: „Nigdy nie przeszedłem analizy u niej, ani u żadnego z jej analizantów, w związku z czym nie mam kwalifikacji by zaliczać się do grupy wybranych kleinistów” (str.173). W rzeczywistości Riviere była analizantką* Klein, a Winnicott był przez kilka lat częścią grupy, ale może traumatyczne zakończenie tej fazy było czymś, o czym wolał zapomnieć? W końcowej teoretycznej części tego osobistego artykułu Winnicott przypisuje Klein wiele zasług (mieszając czasami jej własne terminy, takie jak pozycja depresyjna, ze zmienionym przez siebie akcentem – „teoria osiągnięcia przez jednostkę zdolności do troszczenia się”) i kończy bardzo krótką listą „wątpliwych przyczynków” [podkreślenie w oryginale]:
„Utrzymanie w użyciu teorii popędów życia i śmierci,
Próba określenia destrukcyjności noworodka w terminach:
(1) dziedziczności
(2) zawiści” (Winnicott, 1962a, str.178).
Ta lista wydaje się omijać wiele z ich głównych różnic, których część ostro pojawia się w innym artykule z tego samego roku: „Cele leczenia psychoanalitycznego” (Winnicott, 1962b). Ten artykuł zaczyna się od mocnego paragrafu:
„Moje cele, gdy prowadzę psychoanalizę, to:
podtrzymanie życia [keeping alive]
podtrzymanie zdrowia [keeping well]
podtrzymanie świadomości [keeping awake]”(str.166)
Później Winnicott mówi, że głównym powodem, dla którego podaje interpretacje, jest to, że „Jeśli nie podam żadnej, pacjent uzyskuje wrażenie, że rozumiem wszystko” i stwierdza: „Aksjomatem jest, że pracę analizy wykonuje pacjent” (str.167).
Stopniowo twórczy rozwój Winnicotta prowadzi do teorii techniki diametralnie różnej od techniki Klein. W liście do Klein odrzuca on jej założenie, że „istnieje układanka, której wszystkie części już są; dalsza praca będzie polegała jedynie na dopasowaniu tych części do siebie” (Rodman, 1987, str.35). Stworzona przez Klein wizja interpretacji jako dostarczającej cennej głębokiej wiedzy, zastąpiona jest w jego pracy – szczególnie w tekście „Zabawa i Rzeczywistość” – przez interpretację jako zaproszenie do twórczej zabawy i eksploracji; kleinowski analityk, autorytatywny obserwator, zastąpiony jest przez analityka - twórcę przestrzeni potencjalnej, w której znaczenie wyłania się wspólnie i najlepiej może zostać sformułowane przez pacjenta. „Psychoterapia odbywa się w miejscu nachodzenia na siebie dwóch obszarów zabawy, tego który należy do pacjenta i tego należącego do terapeuty. Jeśli terapeuta nie potrafi się bawić, nie jest odpowiedni do tej pracy” (Winnicott, 1971, str.63, podkreślenie w oryginale).
Ten innowacyjny akcent może być postrzegany jako aspekt trwających całe życie egzystencjalnych poszukiwań Winnicotta, mających na celu odkrycie autentycznego, żywego, łączącego cielesność i afektywność doświadczenia, którego poszukiwał we własnym życiu i myśleniu, jak również w tych, których leczył (Goldman, 1993). Te poszukiwania sprawiły, że podszedł do psychoanalizy „od zera” obawiając się oficjalnych czy dogmatycznych zapatrywań, unikając metapsychologii. „Winnicott uwielbiał stawianie klasycznych koncepcji na głowie! Podczas gdy Freud widział psychoanalizę jako drogę do uwolnienia ludzi od złudzeń, Winnicott podkreślał wolność tworzenia i czerpania przyjemności ze złudzeń. Podczas gdy klasyczna technika koncentrowała się na wartości interpretacji, Winnicott wskazywał na wartość nieinterpretowania” (Goldman, 1993, str.xxiii).
Winnicott pisze do Davida Rapaporta w 1953 roku: „Jestem jednym z takich ludzi, którzy czują się zmuszeni do pracy na swój własny sposób i wyrażania siebie przede wszystkim we własnym języku; poprzez trudne zmagania czasami udaje mi się przeformułować moje stwierdzenia tak, by można je było porównać z pracą innych, a wówczas zazwyczaj okazuje się, że moje ‘oryginalne’ idee nie były aż tak oryginalne…” (Rodman, 1987, str.53-54). Kiedy Khan ponaglał go do przeczytania książki Trillinga, „[Winnicott] ukrył twarz w dłoniach, milczał przez chwilę, wzdrygnął się i powiedział: ‘To bez sensu, Masud, proszenie mnie bym cokolwiek przeczytał! Jeśli książka mnie znudzi, zasnę w połowie pierwszej strony, a jeśli mnie zaciekawi, zacznę pisać ją od nowa pod koniec pierwszej strony’” (Khan, 1957, str.xvi).
Goldman (1993), próbując scharakteryzować Winnicotta, kreśli złożony obraz omnipotencji i skromności połączonych ze sobą. Przytacza krytyczne uwagi dotyczące skłonności Winnicotta, by raczej spotykać się z dziećmi nieregularnie, niż odsyłać je do kogoś innego („jak gdyby uważał, że gram Winnicotta jest wart tyle co kilogram przeciętnego psychoterapeuty”, str.10), i jego niewystarczającego zainteresowania formalną strukturą psychoanalizy jako zabezpieczeniem przed potencjalnymi nadużyciami. I rzeczywiście, kwestia tego zagrożenia pojawiła się ostatnio w dyskusjach na temat analitycznej pracy Winnicotta z Masudem Khanem i przypuszczalnego wpływu ich intensywnej relacji zawodowej na to, iż Winnicott nie był w stanie pomóc Khanowi w przezwyciężeniu cech jego osobowości związanych ze skłonnością do nadużyć i autodestrukcji (Hopkins, 1998; Godley, 2001; Goldman, 2003).
Kiedy Freud, uciekając przed nazistami, przeniósł się w r. 1938 do Londynu, Winnicott był jedynym brytyjskim analitykiem, który, jak zapamiętała Anna, przyszedł do ich nowego domu by zapytać, czy wszystko w porządku (Rodman, 1987, str.xix). Stanowi to ostry kontrast z egocentryczną wściekłością Klein na Jonesa za pomoc Freudowi w osiedleniu się w Wielkiej Brytanii; Klein pisała do Jonesa, że zapraszając Zygmunta i Annę uczynił on „wiele złego” w stosunku do psychoanalizy w Wielkiej Brytanii! (Grosskurth, 1986, str.255). Mimo to ambiwalencja Winnicotta w stosunku do Freuda miała głębokie podłoże emocjonalne. W 1964 pisze on „Byłem zdrowy psychicznie i… poprzez analizę i autoanalizę osiągnąłem pewien stopień szaleństwa. Dążenie Freuda do zdrowia psychicznego może być czymś, z czego my psychoanalitycy próbujemy się wyleczyć” (Winnicott, 1964, str.483). Goldman (1993) śledzi „wysiłki [Winnicotta] by stworzyć dla siebie na nowo, na swój własny sposób, te aspekty teorii, które w swoich wyobrażeniach zniszczył” (str.133). „Winnicott był niezwykle oddany Freudowi, ale musiał chronić swoją wrażliwą wyobraźnię” (str.138).
Winnicott, chociaż rzeczywiście często bronił wartości subiektywnego podejścia, był też wobec niego ambiwalentny, w zgodzie z naukowym etosem swoich czasów. Paradoksalnie, mocno cenił wartość obiektywizmu. Możemy to dostrzec, i wydaje się to być nacechowane ówczesną perspektywą, w jego wkładzie w „kontrowersyjną dyskusję”, w jego koncepcji „obiektywnej nienawiści” (Winnicott, 1947) i w rozważaniach na temat „obiektywnych obiektów”. Osobiste znaczenie obiektywizmu wyłania się w liście z 1956 roku do jego byłej analityczki, Joan Riviere: „Chcę byś wiedziała, że nie zgadzam się z tym, co obie z Melanią sugerowałyście, a mianowicie, że moje zainteresowania i obawy związane z koncepcjami Melanii na temat psychologii wczesnego niemowlęctwa opierają się na subiektywnych raczej niż na obiektywnych czynnikach” (Rodman, 1987, str.97). W tym względzie przekonanie Rackera, że jedyną możliwą obiektywnością w psychoanalizie jest świadomość subiektywności, jest bliższe naszym obecnym poglądom.
Ale obawa Winnicotta, że jest odsuwany z powodu swojego subiektywnego podejścia, nie była bezpodstawna. Początkowe szorstkie przyjęcie ostatniego dużego referatu Winnicotta „Korzystanie z obiektu i wchodzenie w relacje poprzez identyfikacje” [The use of an object and relating through identifications] (Winnicott, 1971), w którym przetrwanie przez obiekt prób zniszczenia go postrzegane jest jako droga do pełnego używania obiektów, przypomina początkowe przyjęcie ostatniego artykułu Ferencziego „Pomieszanie języków między dorosłym i dzieckiem”[Confusion of tongues between adult and the child]. Freud i Klein już wówczas nie żyli, ale Winnicott musiał przeżyć destrukcyjną reakcję na jego artykuł w New York Psychoanalytic Institute, w 1968 roku.
Goldman (1993) przytacza wiele cytatów z tego spotkania pokazując, że żaden z trojga dyskutantów – Jacobson, Ritvo i Fine – nie docenił (lub nie zrozumiał?) nowatorskiej myśli zawartej w wystąpieniu. Cytuje Ellmana: „Po oficjalnej prezentacji jeden z uczestników zauważył, że Winnicott był wyraźnie roztrzęsiony i usłyszał przypadkiem jego komentarz, że teraz lepiej rozumie, dlaczego Ameryka jest w Wietnamie” (Goldman, 1993, str.210). Goldman odrzuca mit, że ta reakcja była przyczyną późniejszej choroby Winnicotta (grypy azjatyckiej, a później obrzęku płuc) i śmierci rok później; Winnicott był chory już przed wystąpieniem. Ale rzeczywiście był on bardzo zawiedziony, że nie udało mu się czegoś istotnego przekazać, że nikt nie przyjął jego pomysłów.
RZECZYWISTOŚĆ WEWNĘTRZNA I ZEWNĘTRZNA
Spór Klein i Winnicotta, odtwarzający i rozszerzający spór Freuda i Ferencziego, stanowi kluczowy moment w wahadłowo zmieniających się poglądach na temat znaczenia rzeczywistości zewnętrznej w naszej teorii, a szczególnie w myśleniu o tym, w jaki sposób rzeczywistość psychiczna kształtuje się w dzieciństwie. Realni rodzice zajmują centralne miejsce we freudowskiej teorii uwiedzenia, odsuniętej w późniejszym modelu edypalności, odkrytej ponownie przez Ferencziego, zarzuconej przez Klein, ponownie uwydatnionej przez Winnicotta i Kohuta. Winnicott sugeruje: „zainteresowania zdrowego dziecka są skierowane zarówno w stronę rzeczywistości zewnętrznej, jak i w stronę wewnętrznego świata, i tworzy to połączenia między jednym i drugim światem (sny, zabawa, itp.)” (Winnicott, 1958, str.208).
Kwestie dotyczące miejsca rzeczywistości zewnętrznej w naszym rozumieniu życia psychicznego osób dorosłych, a szczególnie procesu leczenia, są oczywiście niemniej kontrowersyjne. Klasyczna koncepcja przeniesienia, akcentująca przemieszczenie i (później) projekcję oraz traktowanie percepcji analityka przez pacjenta jako w przeważającej mierze zniekształcone, przypisywała realności sytuacji analitycznej i rzeczywistej osobowości analityka raczej marginalną rolę w analizie. W tym ujęciu ‘zewnętrzna’ rzeczywistość była widziana jako płytka warstwa uruchamiana dla celów oporowej racjonalizacji, umożliwiająca obronne unikanie głębszych doświadczeń, odciągająca od analitycznego skupienia na psychicznej rzeczywistości. Postrzegano te ‘dwie rzeczywistości’ jako walczące o naszą uwagę, jedna z nich musiała zostać odsunięta, by zostawić przestrzeń drugiej. Jaskrawy przykład takiego poglądu przedstawia Hurwitz (1986): kiedy powiedział swojemu pierwszemu analitykowi, że jego styl pracy może wpływać na jego reakcje jako pacjenta, analityk upierał się: „Zareagowałbyś w ten sam sposób bez względu na to, kto siedziałby na tym krześle”. Późniejsze doświadczenie z drugim analitykiem utwierdziło Hurwitza w przekonaniu, że nie była to prawda.
Freud stworzył koncepcję czystego ekranu, chociaż w rzeczywistości wielu jego analizantów było jego znajomymi i uczniami (nie mówiąc już o córce Annie), dla których mógł mieć wszelkie cechy poza anonimowością. W tym kontekście uwydatnia się obronna natura fantazji o byciu jedynie lustrem; Freud nigdy nie stosował w praktyce swojej głośnej zasady anonimowości (Lynn i Vaillant, 1998).
W „Analizie skończonej i nieskończonej” Freud próbował stworzyć przestrzeń dla zewnętrznej rzeczywistości: „…nie każda dobra relacja między analitykiem i jego pacjentem w trakcie i po zakończeniu analizy powinna być uznawana za przeniesieniową; istniały również przyjacielskie relacje opierające się na rzeczywistości, które okazały się być żywotne” (Freud, 1937, str.222). Nasze uznanie dla tego bardziej elastycznego podejścia może jednakże zostać podważone, kiedy zrozumiemy kontekst tej uwagi. Jak wspomniałem w innym miejscu (Berman, 2004a, str.58), jest to raczej obronna odpowiedź Freuda na poważny zarzut Ferencziego, że negatywne przeniesienie nie zostało wystarczająco przepracowane w trakcie jego analizy (Falzeder, Brabant, 1993-2000, III, str.382). Przypomina to nam, że zarówno wiara w anonimowość, jak i skierowanie uwagi na aspekt realności mogą być używane obronnie.
Wprowadzenie przez Greensona (1971) koncepcji „relacji rzeczywistej” było przemyślaną próbą skorygowania jednostronnego nacisku na przeniesieniowe zniekształcenie. Chociaż Greenson uznaje, że „wszystkie relacje z obiektami zawierają różne domieszki i połączenia komponentów realnych i przeniesieniowych”, szybko dodaje, że te elementy „mogą i… powinny być oddzielone od siebie.” W swoich przykładach wydaje się że jest on pewny, które spostrzeżenia jego pacjentów są adekwatne, a które zniekształcone*. Często wydaje się, że negatywne spostrzeżenia pacjentów są ujmowane jako przeniesieniowo zniekształcone, a pozytywne – jako część „relacji rzeczywistej”.
Takie podziały przeszkadzają w tworzeniu koncepcji dialektycznych. Hipoteza Winnicotta jest bardziej dialektyczna. Sądzi on, że kiedy obiekt staje się rzeczywisty, „projekcyjne mechanizmy biorą udział w akcie spostrzegania tego, co tam jest, ale nie są one powodem, dla którego obiekt tam jest” (Winnicott, 1971, str.106). Dychotomia Greensona może być jednym z kilku przypadków, w których próby poszerzenia i uelastycznienia naszych teorii cechują się już na wstępie nowymi dychotomiami, a te w końcu mogą okazać się zbyt sztywne. Mam na myśli rozróżnienie przez Balinta (1969) łagodnej regresji od złośliwej regresji (omawiane przez Ghenta, 1992); parametry Eisslera (1953) przeciwstawione interpretacjom (kwestionowane przez Mitchella, 1993); rozróżnienie Winnicotta między potrzebami i pragnieniami (Mitchell, 1993); czy Kohutowskie selfobiekty jako całkowicie odmienne od obiektów (Ghent, 1989).
Praca Gilla (1982) ponownie wprowadza kwestię wpływu rzeczywistej osobowości analityka i jego zachowania jako kluczowych cech determinujących kształtowanie się analitycznego procesu, bez prób ostrego oddzielenia go od wpływu wewnętrznego świata osoby analizowanej; przeniesienie obejmuje wszystkie czynniki determinujące, kwestia wiarygodności zastępuje kwestię trafności, analityk dąży do takiej samej otwartości umysłu i zawieszenia sądów, jakiej oczekuje się od analizanta. Wierzę, że możliwa jest owocna integracja tego ujęcia z obecną tendencją do widzenia przeciwprzeniesienia jako wszechobecnego i z badaniem subiektywności analityka jako innej rzeczywistości wpływającej na przeniesienie analizanta: „przeniesienie jest wyrazem relacji pacjenta z wyfantazjowanym i realnym przeciwprzeniesieniem analityka” (Racker, 1968, str.131).
Ujmowanie doświadczenia analizanta, jako ciągle przeplatającego przeszłość i teraźniejszość, percepcję i fantazje, dążenie do obiektywności i nieuniknioną subiektywność, sprawia, że wpływ ‘zewnętrznej’ rzeczywistości – wieku analityka, jego płci, charakteru, wyglądu, zdrowia lub choroby, ciąży i innych życiowych wydarzeń – staje się kluczowy i nie możemy dłużej próbować umieścić go ‘poza nawiasem’ badania przeniesienia (patrz Simon, 1993). Wręcz przeciwnie, sposób, w jaki ta rzeczywistość jest przetwarzana i jakie znaczenie jest jej nadawane, staje się sam w sobie intrygującym zagadnieniem w analizie. Na przykład, jakie są różnice między różnymi wariantami płci analityka i analizanta? I między jeszcze większą ilością wariantów płci analityka, analizanta i superwizora? (Berman, 2003) W jaki sposób wpływają na to orientacje seksualne wszystkich tych osób? Ostatnio postawiono podobne pytania dotyczące wspólnoty bądź różnic między analitykiem i analizantem w zakresie rasy, tożsamości etnicznej, tła socjoekonomicznego itp. (np. Basch-Khare, 1984, Altman, 2000). Zdolność do badania takiej ‘zewnętrznej’ rzeczywistości nieobronnie można zobaczyć raczej jako sprzyjającą większej akceptacji rzeczywistości psychicznej niż konkurencyjną w stosunku do niej, albo nawet kwestionującą jej wagę. Taka otwartość może pomagać w tworzeniu „modelu, który umieszcza psychiczne w społecznym, a społeczne w psychicznym” (Altman, 1997, str.547).
W tym kontekście związek między akceptacją ‘wewnętrznej’ i ‘zewnętrznej’ rzeczywistości wydaje się być centralny, gdyż obie są postrzegane jako aspekty zdolności do konfrontowania się ze złożoną – i czasami bolesną – rzeczywistością na wszystkich jej poziomach. To zdolność do połączenia ‘zewnętrznej’ rzeczywistości (zawsze zabarwionej przez wewnętrzne doświadczenia) i psychicznej rzeczywistości (zawsze zabarwionej przez realne wydarzenia i osoby) a nie doświadczanie ich jako konkurujących przeciwieństw, jest kluczowym elementem w tworzeniu przestrzeni przejściowej, tego pośredniczącego obszaru doświadczania, który – według Winnicotta (1971) – sprzyja elastyczności, kreatywności, zabawie i zmianie (Berman, 2003, 2004b).
Pod koniec swojego życia Freud bardzo zainteresował się badaniem zaprzeczenia jako mechanizmu, który zapobiega pełnemu kontaktowi z rzeczywistością zewnętrzną. Porównuje on wpływ takiego zaprzeczenia (połączonego z następującym po nim rozszczepieniem pomiędzy rozpoznawanymi i zaprzeczonymi aspektami zewnętrznej rzeczywistości) z wpływem, jaki ma wyparcie aspektów świata wewnętrznego, zauważając, że „nie zawsze łatwo jest rozsądzić w konkretnym przypadku, z którą z tych dwóch możliwości mamy do czynienia. Jednakże mają one ważną wspólną cechę. Czegokolwiek nie robiłoby ego w celach obronnych… nigdy nie odniesie całkowitego i bezwzględnego sukcesu… [i to] prowadzi do komplikacji psychicznych” (Freud, 1938, str.204).
Osobista walka Freuda z zaprzeczeniem, wyrażona w jego oburzeniu na próby ukrycia przed nim raka przez jego lekarza (Gay, 1988), była kontynuacją walki z wyparciem w jego autoanalizie toczonej wiele lat wcześniej. Z drugiej strony, kiedy osoba analizowana uporczywie trwa przy konkretnych zewnętrznych szczegółach aby uniknąć zagrażających afektów lub fantazji, wątpliwe jest, by jej rozumienie zewnętrznej rzeczywistości mogło być adekwatne. A kiedy inna analizowana osoba zalewa nas marzeniami sennymi po to, by uniknąć bolesnych kwestii w jej życiu rodzinnym, albo z powodu „istotnego braku prawdziwych relacji z zewnętrzną rzeczywistością” (Winnicott, 1958, str.152), wątpliwe jest, czy te sny poprowadzą nas do głębokiego zrozumienia wewnętrznego świata tej osoby: „fantazja może być tolerowana w pełnym rozkwicie tylko wówczas, gdy obiektywna* rzeczywistość jest właściwie oceniana” (Winnicott, 1958, str.153).
W związku z tym wyzwanie, przed którym stajemy, to nie odsunięcie rzeczywistości zewnętrznej, lecz raczej uruchomienie jej rozumienia i włączenie go w proces analityczny. Nie po to, by zaprzeczać naszej rzeczywistości wobec analizanta – bo zaprzeczenie pełne hipokryzji (Ferenczi, 1933) może wzmocnić obronne nastawienie analizanta – ale raczej po to, by wziąć za nią pełną odpowiedzialność (Berman, 2001, 2003, 2004b, 2006). Po to, by uniknąć płytkich, konkretnych reprezentacji zewnętrznej rzeczywistości, aby ponownie wprowadzić je w dialog analityczny na głębszym poziomie, dążąc do stworzenia analizy pełniejszej i bardziej syntetycznej, by skonfrontować zarówno wewnętrzny świat obiektów analizanta jak i jego aktualne relacje z innymi, włączając w to analityka, ale nie tylko analityka.
PÓŹNIEJSZE REPERKUSJE ŚLEPYCH PLAMEK MELANIE KLEIN
Pomimo całego znaczącego rozwoju kleinowskiej teorii w ostatnich latach, który zapewnia jej pozycie istotnego źródła inspiracji we współczesnym myśleniu psychoanalitycznym (Schafer, 1997), ciągle obecne są niektóre ze ślepych plamek Klein, które wpłynęły na dramaturgię relacji między Klein i Winnicottem.
Aby dowieść, że to wrażenie nie jest bezpodstawne, omówię pracę dwóch wybitnych autorów kleinowskich, Horacio Etchegoyena z Argentyny i Betty Joseph z Wielkiej Brytanii.
Uznaną książkę Etchegoyena „Podstawy techniki psychoanalitycznej” (Etchegoyen, 1991) można odczytać jako próbę przepracowania jego (często konfliktowych) uczuć w stosunku do dwóch głównych źródeł wpływu na jego rozwój zawodowy: Melanie Klein, jego dominującej teoretycznej inspiracji, i Heinricha Rackera, jego pierwszego analityka i mentora w Argentynie (Berman, 2004b). Heinrich Racker (1910-1961, urodzony w Polsce) wspaniale zintegrował idee Freuda, Klein i Fairbairna w model przeciwprzeniesienia, który nadal jest bardzo przydatny. Chociaż konceptualnie jego praca jest nieco przestarzała, stworzone przez Rackera studium analizy jako spotkania między dwoma trójwymiarowymi jednostkami, tworzącymi ciągłą grę przeciwprzeniesienia i przeniesienia (które jest również rozumiane jako przeciw-przeciwprzeniesienie), jest w zasadzie niezrównane. Zasługuje na określenie go jako jednego z najwcześniejszych przejawów intersubiektywnego punktu widzenia, nawet jeśli to słowo bezpośrednio się nie pojawia.
Etchegoyen (1991), analizant i wielbiciel Rackera, rezygnuje z tych zasadniczych aspektów myśli Rackera, wycofując się do konserwatywnej kleinowskiej „psychologii pojedynczej osoby” [one-person psychology], w której patologia pacjenta spotyka się z techniką analityka (Berman, 2004b).
Pomiędzy Rackerem i Klein jest wiele różnic, pomimo jej dużego wpływu na niego; błędne jest traktowanie Rackera jako kleinisty. Uderzającym przykładem na to jest ulubione określenie fenomenologiczne Rackera: lęk paranoidalno-depresyjny, które ignoruje paradygmat rozwojowy opracowany przez Klein. Jest również ogólna różnica w ich konceptualizacjach procesu analitycznego. Zainteresowanie przeniesieniem kontrastuje u Klein z jej głęboką podejrzliwością wobec przeciwprzeniesienia; podczas gdy dla Rackera oba te aspekty są komplementarne, niemożliwe do rozdzielenia i równowartościowe. Z jej wrogiej reakcji wobec analogicznych idei Heimann i Winnicotta* (Grosskurth, 1986, str. 378-9) możemy łatwo wywnioskować, że nigdy nie zaakceptowałaby ujęcia przeniesienia jako reakcji na wyfantazjowane i rzeczywiste przeciwprzeniesienie analityka (Racker, 1968, str.131). Etchegoyen, podobnie, gdy omawia przeniesienie edypalne dodaje na marginesie: „Nie biorę pod uwagę przeciwprzeniesienia chcąc uniknąć zbytniego skomplikowania i z powodów metodologicznych… nie zmienia to natury tego fenomenu, chociaż go komplikuje” (str.115).
Etchegoyen wyklucza z materiału analitycznego „werbalny acting out” czyli „to, co pacjent mówi lub robi nie po to, by przekazywać informacje, lecz po to, by wpłynąć na analityka lub go zdominować” (str.309). W jaki sposób analityk poddany nieświadomym procesom może rozdzielić informowanie i wpływanie? Ten sztuczny rozdział wydaje się służyć konsekwentnemu podkreślaniu przez autora centralnej roli interpretacji i wglądu jako czynników leczących, oraz jego sceptycyzmowi co do roli relacji analitycznej i doświadczenia emocjonalnego per se. Są one konsekwentnie spychane na miejsce, w którym umieścił je Freud: na tło, jako wstępnie ustalone porozumienie (‘rapport’).
Etchegoyen żartobliwie nazywa siebie „fanatycznym kleinistą” (str.xxiv), ale wielokrotnie podkreśla swoją wrażliwość na rzeczywistość, defensywnie sprzeczając się z krytycznym poglądem „mojego przyjaciela Sandlera”, że „my kleiniści odsuwamy rzeczywistość na bok” (str.253). Tłumaczy on: „Szerokie rozumienie przeniesienia przez Klein naraża jej uczniów na to, że spostrzegają zbyt dużo przeniesienia i zaniedbują rzeczywistość; ale teoria nie zakłada, że rzeczywistość nie istnieje” (str.254).
Teorie jednakże powinny być oceniane przez ich wpływ, a nie tylko przez ich jawną, świadomą zawartość. Zwolnienie Klein z odpowiedzialności za jej uczniów jest tak samo powierzchowne jak twierdzenie, że Marx nie miał nic wspólnego z autorytaryzmem Lenina i Stalina. Praca samego Etchegoyena dostarcza wielu przykładów, które wspierają raczej pogląd Sandlera niż jego własny. Krytykując współpracownika za próbę zinterpretowania zaprzeczenia pacjentki w stosunku do widocznych kłamstw jej męża, dodaje: „To stanowisko nie zmienia się w ogóle, nawet jeśli analityk mógłby mieć dostęp do zewnętrznej (obiektywnej) rzeczywistości, ponieważ rzeczywistość nie ma z tym związku” (str.323) Zgadzam się z nim, że nie powinniśmy poszukiwać zewnętrznych danych; ale uważam za absurdalne stwierdzenie, że na analizę nie wpłynęłoby przypadkowe odkrycie przez analityka, że mąż pacjentki rzeczywiście ma romans (lub, że nigdy nie miał romansu i jest głęboko zraniony przez jej bezpodstawne podejrzenia). Takie odkrycia, chociaż są trudne do zintegrowania czy użycia, nieodwracalnie wpływają na nasze przeciwprzeniesienie, hipotezy i prawdopodobnie też nasze zachowanie.
Jednak zagadnienie to jest jeszcze bardziej zasadnicze, kiedy przejdziemy od realności poza gabinetem konsultacyjnym do realności samej analizy. Casement (1993) zauważa „wybiórczą ślepotę na jego [Etchegoyena] własny wpływ na proces analityczny”, jak w komentarzu, gdy omawia terapię pacjentki, która rzuciła mu się w ramiona, po tym, jak poprosił, by położyła się na jego nowej kozetce – „to nie setting, ale kompleks Edypa ożywił jej pragnienie” (str.548). Podobnie Etchegoyen odrzuca przekonanie Freuda i Rackera, że przeniesienie wzmacnia się w trakcie analizy (str.93), jak również pogląd Macalpine’a, że setting analityczny może infantylizować pacjenta (str.544). Krytykując stworzony przez Barangera model analizy jako dwuosobowego pola z uznaniem cytuje autorów, którzy uważają że „analityk… rygorystycznie powstrzymuje się od dostarczania jakichkolwiek danych” (str.502), i ponownie oddala się w ten sposób od dostrzeżenia nieuniknionego realnego wpływu analityka (Aron, 1992, str.498-500).
Nigdzie unikanie dostrzeżenia tego nie jest bardziej dramatyczne, niż w jego gruntownym omówieniu „pierwszych przypadków analizy (Fritz, Felix)” Klein (str.411). Etchegoyen chwali rosnącą śmiałość interpretacji Klein dotyczących uczuć związanych z negatywnym kompleksem Edypa u Fritza („Powiedziałam mu, że wyobraża sobie iż zajmuje miejsce mamy i chciałby, by tato robił z nim to co robi z nią… ale boi się… że jeśli ta pałka – ptaszek taty – dostanie się do jego ptaszek, będzie go bolało”, str.404-5). Później z uznaniem opisuje on, jak w trakcie analizy Felixa „Klein narzuciła mu pewne zakazy, aby zapewnić ciągłość analizy, ponieważ wybór obiektów dokonywany przez chłopca miał na celu ucieczkę od fantazji i pragnień skierowanych w tamtym okresie na analityka w przeniesieniu” (str.705-6).
artykuł pobrany z Psychodynamika.pl